czwartek, 4 grudnia 2008

Posąg. [Adam]

Damian czekał zestaw zrób to sam niedługo, bo trzy dni. W środę w drzwiach jego domu pojawił się kurier i po załatwieniu formalności, zostawił w przedpokoju dużą, drewnianą paczkę. Nowy właściciel obszedł ją na około, uważnie wpatrując się w deski, z których była zrobiona. Wyglądał, jak drapieżnik, który bacznie obserwuje swoją ofiarę, by wiedzieć w jaki sposób i w którym momencie ma zaatakować. Przesunął skrzynię do salonu, sapiąc przy tym ciężko i usiadł na niej, by chwilę odpocząć.
Sięgnął szybkim ruchem do kieszeni, jakby nagle sobie coś przypomniał. Wyjął telefon i wybrał numer.
- Już jest! – powiedział, nie ukrywając ekscytacji. – Tak, właśnie przyszła. No... no... Ogromna. Nie, jeszcze nie. Zaraz się za to wezmę. Jasne, że dam znać. Do zobaczenia.
Odłożył telefon. Zegar, wysoki, drewniany, stojący w przedpokoju, właśnie wybił dwunastą.
 Zerwał się ze skrzyni, wybiegł z pokoju, lecz po chwili powrócił z młotkiem i śrubokrętem w
dłoni. Najpierw odkręcił metalową tabliczkę z logo i nazwą firmy: arTYsta, firma, która w krótkim czasie zrobiła oszałamiającą karierę wytwarzając półprodukty rozmaitego rodzaju. Fenomen jej sukcesu polegał w dużej mierze na niepowtarzalności produktu, który powstanie. Dewiza firmy była prosta: my dostarczamy, klient robi resztę. W ekspresowym tempie pomysł przerósł oczekiwania producentów i ich marka rozpoznawana była niemal przez każdego obywatela, nie ze względu na niezawodność, solidne wykonanie, czy też komfort jaki mógłby produkt oferować, lecz dlatego, że pozwolono klientom samym tworzyć to co chcieli, a to co stworzyli – ewoluowało dalej, tworząc samonapędzającą się reklamę. „Nasz plan był dziecinnie prosty – powiedział w jednym z wywiadów telewizyjnych właściciel arTYsty – nasz produkt miał być zjawiskiem na wzór starych zabawek. Nakręcamy naszego, przykładowo, drewnianego żołnierzyka metalowym kluczem, a on samodzielnie ma przejść całą Polskę.” Stało się niemal tak, jak powiedział prezes arTYsty, z tą różnicą, że ich żołnierzyk nie szedł, lecz biegł z zawrotną prędkością przez cały kraj. Produkt, a właściwie półprodukt, mógł nabyć każdy, warunkiem było wypełnienie odpowiedniego formularza i wysłania go na adres przedsiębiorstwa. Firma nie posiadała i wciąż nie posiada stałej placówki, w której można by nabyć towar od ręki, za gotówkę. Jest to jeden z elementów, które firma wykorzystała celowo, gdyż dodaje sobie tym samym pewien status nie tylko firmy elitarnej, ale i tajemniczej, zagadkowej, do której żaden klient nie miał wstępu. 
Damian odłożył metalową tabliczkę na podłogę, po czym zaczął odkręcać wieko drewnianej skrzyni.
Kariera nowego produktu wynikała z, szalonego z jednej strony, pomysłu, by przedmiot ten mogli wykorzystywać ludzie w każdym przedziale wiekowym. Niemowlę, młodzież, dorośli, ludzie starsi – babcie i wnuczki, rodzice i dzieci, rodzice i ich rodzice. Wszyscy, niezależnie od wieku, mogli tak samo pasjonować się odkrywaniem tego, co dostali w drewnianej skrzyni.
Chłopak drżącymi dłońmi zdjął pokrywę skrzyni i zaczął rozgarniać wióry, którymi zapchano pojemnik. Powoli zaczął dostrzegać przedmioty, które wchodziły w skład zamówienia. Oczy niemal mu się zaświeciły, gdy zachłannie oglądał każdą sprzedaną mu rzecz.
Co może zrobić każdy człowiek, niezależnie od wieku? Na to pytanie z pewnością długo szukali odpowiedzi szefowie arTYsty. Z wielu, niewątpliwie ciekawych, ale nie wystarczająco dobrych propozycji, wybrano jedną, która w końcu okazała się strzałem w dziesiątkę – spełniła swoje zadanie nawet lepiej niż przewidywano. Twórz, kreuj – własnoręcznie. Tak firma reklamowała swój produkt. Nie chodziło już o puste słowa z innych kampanii, gwarantujące rozwój kreatywności, czy też utwierdzające konsumenta w przekonaniu, że jeżeli zakupi ich produkt będzie inspirował innych tylko przez to, że go używa. Tutaj, w arTYście, szło o realną formę wypróbowania swoich sił twórczych. 

*   *   *

Na razie więcej nie mogę z siebie wykrzesać, nie podeszło mi to opowiadanie, choć niewykluczone, że go dokończę. Póki co mam niemoc, nie jestem do niego przekonany i nie chcę przez to blokować dalszych wparwek. Więc to niech wisi, jeśli jakieś zdarzenie czy rzecz mnie zainspiruje do dokończenia, zrobię to, na razie po tym fragmencie jest pustka.

1 komentarz:

zaczytana pisze...

Ciekawa historia. Szkoda, że opowiadanie nie jest skończone, bo mnie zaintrygowało :) Widzę wpływy zainteresowania reklamą. Nie mam większych zarzutów co do stylu. Czyta się bardzo dobrze. aż się zastanawiam: co jest w tej paczce? Napięcie rośnie w miarę czytania. Trochę jak "W samo południe" (paczka została dostarczona o 12.00) :) Wypowiedź bohatera naturalna. Czekam na zakończenie :)